Tag: filmy

Św. Józef z Kupertynu

Zaprzyjaźniajmy się ze świętymi katolickimi, prawowicie kanonizowanymi, poznawajmy ich żywoty, prośmy ich o wstawiennictwo, dążmy do świętości i my!
Św. Józef z Kupertynu, którego w liturgii czcimy 18 września, ukazuje w historii swojego życia, że prawdziwie przedziwny jest Bóg w świętych swoich.

Święty Józef z Kupertynu jest świętym absolutnie wyjątkowym w historii Kościoła. Ze względu na niezwykle częste doświadczenia ekstatycznych lewitacji, których świadkami były setki osób (w tym sam papież Urban VIII, kardynałowie, biskupi, książęta i koronowane głowy) nazwany został „latającym mnichem”. Ale lewitacje to tylko część niezwykłych zjawisk, którymi wypełnione było życie Józefa.
Przez krańcowo trudne doświadczenia, tak materialne, jak i duchowe, przez narzuconą sobie ascezę Józef z Kupertynu osiągnął niezwykły stopień świętości. Ten prosty człowiek – uznawany przez wielu za ograniczonego – w absolutnie nadprzyrodzony sposób przeszedł wszystkie egzaminy na drodze do święceń kapłańskich. Został obdarowany niezwykłymi łaskami od Boga: znał tajemnice ludzkich serc, przepowiadał przyszłość, uzdrawiał z najcięższych chorób, wypędzał demony, doradzał arystokratom, a nawet przyszłemu królowi Polski Janowi Kazimierzowi, z którym spotykał się osobiście.
Dziś jest czczony jako patron studentów, wszystkich zdających egzaminy, lotników oraz ludzi podróżujących samolotami. Został ogłoszony patronem lotnictwa wojskowego Włoch, Stanów Zjednoczonych i krajów Ameryki Południowej.
Książka biograficzna opowiada o niezwykle trudnym życiu mistyka z Kupertynu, który przez całe swoje życie pozostawał niezrozumiany. Przez przełożonych był więziony i ukrywany przed wzrokiem ludzi. Nie rozumieli go jego współbracia kapucyni i franciszkanie konwentualni: swoimi ekstazami i lewitacjami wzbudzał u nich konsternację, lęk i niechęć. Lecz jego los przez cały czas był w rękach Boga… (A. M. Turi, Latający mnich. Święty Józef z Kupertynu, ze wstępu).


treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus
YouTube

In Apparitione Beatae Mariae Virginis Immaculatae

nmp-z-lourdes

Dzisiaj:
In Apparitione Beatae Mariae Virginis Immaculatae


Z listu św. Marii Bernadety Soubirous
(List do P. Gondrand, rok 1861)

Pani przemówiła do mnie

Pewnego dnia, kiedy wraz z dwiema dziewczynkami udałam się nad rzekę Gave, aby nazbierać chrustu, usłyszałam jakby szelest wiatru. Obróciłam się ku łące, ale zobaczyłam, iż gałązki drzew nie poruszają się wcale. Uniosłam wtedy głowę i spojrzałam w kierunku groty. Zobaczyłam Panią odzianą w białe szaty. Miała na sobie białą suknię, przepasana była niebieską wstęgą, na każdej z Jej stóp spoczywała złocista róża. Taki sam kolor miały ziarenka Jej różańca.
Kiedy Ją zobaczyłam, przetarłam oczy sądząc, iż mi się przywidziało. Zaraz też włożyłam rękę do kieszonki i znalazłam swój różaniec. Chciałam przeżegnać się, ale nie mogłam unieść opadającej ręki. Dopiero kiedy Pani uczyniła znak krzyża, wtedy i ja drżącą ręką spróbowałam, i udało się. Równocześnie zaczęłam odmawiać różaniec. Także Pani przesuwała ziarenka różańca, ale nie poruszała wargami. Kiedy skończyłam odmawianie, widzenie ustało natychmiast.
Zapytałam więc obydwie dziewczynki, czy czegoś nie widziały. Odpowiedziały, że nie. Spytały natomiast, co takiego mam im do opowiedzenia. Wtedy oznajmiłam im, że widziałam Panią w bieli i że nie wiem, kim Ona mogłaby być. Upomniałam je jednak, aby nie mówiły o tym nikomu. One znowu namawiały mnie, żebym nie wracała na to miejsce, ale ja się na to nie zgodziłam. Wróciłam więc na to samo miejsce w niedzielę, czując wewnętrznie, że coś mnie tam woła.
Pani przemówiła do mnie dopiero za trzecim razem. Zapytała, czy nie zechciałabym przychodzić tu do Niej przez dni piętnaście. Odpowiedziałam, że chcę. Pani powiedziała jeszcze, że mam powiedzieć kapłanom, aby postarali się o wybudowanie na tym miejscu kaplicy. Następnie poleciła mi napić się wody ze źródła. Ponieważ nie widziałam tam żadnego źródła, zwróciłam się w stronę rzeki Gave. Ale Pani dała mi znak, że nie tam, i palcem pokazała na źródło. Kiedy podeszłam bliżej, znalazłam zaledwie odrobinę błotnistej wody. Nadstawiłam dłoń, ale nic nie mogłam pochwycić. Zaczęłam więc drążyć ziemię w tym miejscu i dopiero wówczas mogłam zaczerpnąć nieco wody. Odrzuciłam trzy razy, za czwartym razem wypiłam. Widzenie znikło, a ja powróciłam do domu.
Przez piętnaście dni powracałam na to miejsce, a Pani ukazywała mi się za każdym razem, z wyjątkiem jednego wtorku i piątku. Polecała na nowo, abym zachęciła kapłanów do wybudowania kaplicy, zachęciła także, abym się obmyła w źródle i abym się modliła o nawrócenie grzeszników. Wielokrotnie zapytywałam, kim jest, ale Ona uśmiechała się tylko łagodnie. W końcu, trzymając ręce uniesione i kierując wzrok ku niebu powiedziała, że jest Niepokalanym Poczęciem.
W ciągu owych piętnastu dni powierzyła mi także trzy sekrety, których zabroniła komukolwiek wyjawiać. Zachowałam je wiernie aż po dziś dzień.


Film dawny i obejrzenia godny – Pieśń o Bernadecie: video


treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus
YouTube

„Catholics. A fable” – „Katolicy. Bajka”.

A czy można sobie obejrzeć ten film?
Nasza poetka pisała:
„Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie…”.
Film „Katolicy. Bajka”. Jeśli bajka, to jednak nie dla dzieci. Ten film zaszkodzić nam nie powinien. Porusza pewne wątki, które (choć pewne z nich mogą wydać się szokujące) mogą nas wzmocnić w zaszczytnym obowiązku katolika, jakim jest obrona katolickiej wiary oraz obrona najdoskonalszego aktu kultu, jakim jest Msza Święta Wszechczasów.
Film można także odczytać jako przestrogę przed przejawami destrukcji Tradycji. Porusza subtelny problem relacji między posłuszeństwem a powinnością obrony Tradycji, obrony katolickiej wiary. Film może kogoś obudzić do myślenia w kategoriach prawdy i dostrzeżenia, że i nie w bajce nie wszystko jest dzisiaj – najdelikatniej mówiąc – „w najlepszym porządku”…
Pesymistyczne zakończenie można odczytać jako poważne przynaglenie do troski o wiarę. W każdym powołaniu trzeba się troszczyć o wytrwanie w wierze. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi wierzyć, że Bóg jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11, 6). „Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24, 13).
Recenzja poniżej.
„Czy to bajka, czy nie bajka,
Myślcie sobie, jak tam chcecie”…

Recenzja zamieszczona w miesięczniku Zawsze wierni

Chcielibyśmy zwrócić uwagę czytelników na film „Katolicy” w reżyserii Jacka Golda. Zrealizowany w 1973 r., w dwa lata po wprowadzeniu przez papieża Pawła VI nowego rytu mszy, jest odbiciem tej najdramatyczniejszej w dziejach katolicyzmu epoki, która wzbudziła zainteresowanie nawet niekatolików. W filmie występują Trevor Howard, Martin Sheen, Cyril Cusack, Andrew Keir i Michael Gambon. Jednak gra aktorska jest tylko tłem dla skontrastowania przeciwstawnych postaw. Już pierwsze ujęcie wprowadza napięcie, które będzie towarzyszyć widzowi aż do końca. Na irlandzkim wybrzeżu zakonnicy z położonego na wyspie klasztoru odprawiają tradycyjną, trydencką Mszę św.. Widz odbiera scenę jak z czasów prześladowań Cromwella, kiedy katolicy irlandzcy zbierali się w ukrytych miejscach, nocą, na Świętą Liturgię. Przebywający w Rzymie przełożony zakonu, któremu podlega nieposłuszny klasztor, wysyła specjalnego wysłannika dla wprowadzenia posoborowych zmian. Przełożony wyszydza starą Mszę jakby to był przeżytek, nic już dla współczesności nie znaczący anachronizm. Wysłannik, ksiądz grany przez Martina Sheena, dla skontrastowania ze swymi zakonnymi adwersarzami jest ubrany po cywilnemu i wydaje się być człowiekiem całkowicie zeświecczonym. Jest zresztą brany przez ludność za dziennikarza, któremu nie należy pomagać. Kiedy zdeterminowany (nasuwa się tutaj analogia do współczesnych znanych nam modernistów) przy pomocy śmigłowca dotrze w końcu ze swymi poglądami do bogobojnych mnichów, będą to dwa przeciwstawne światy. Z jednej strony głęboka wiara i troska o zbawienie dusz poprzez udzielanie im sakramentalnej posługi, z drugiej natomiast służba, jak sam wysłannik przyznaje, ludzkości – łącznie z pełną akceptacją rewolucyjnej działalności w Ameryce Łacińskiej. I co najbardziej zdumiewające, nie wierzy on w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, co jest jakby dyrektywą płynącą z samego Rzymu. Kluczową postacią w dramacie jest konserwatywny opat, już kilkakrotnie przeciwstawiający się zmianom prowincjała. Ale w decydującym momencie przyznaje, że już od pewnego czasu stracił wiarę (!) – i on właśnie przechodzi na stronę apostazji. Jest to bardzo symptomatyczny sojusz modernistów i tych co stracili wiarę. W ostatniej sekwencji opat zaczyna wyznawać protestancką definicję obecności Pana Jezusa przez sam fakt wspólnotowej modlitwy. Przy pomocy nakazu posłuszeństwa opat chce wprowadzić modernistyczne nowinki. Tego jednak w filmie już nie zobaczymy. Znając historię możemy się tylko domyślać, jaki los spotkał tę monastyczną wspólnotę, której końcem będzie zeświecczenie, utrata powołań i opuszczenie na zawsze klasztoru na wyspie. Mechanizm zniszczenia był wszędzie podobny. Posługując się zaprzeczeniem zasady posłuszeństwa, która jest tylko w służbie Prawdy, a nigdy odwrotnie, dokonano demontażu Tradycji w Kościele na Zachodzie, a od kilkunastu lat również i w Polsce. I pomyśleć, że gdyby nie „nieposłuszny” arcybiskup Marcel Lefebvre, odebrano by nam katolikom na zawsze prawdziwą Mszę św. (Zawsze Wierni, nr 26 (styczeń-luty 1999), s. 109-110).


treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus
YouTube