Etykieta: publikacje

Poszło z dymem. I kilka wyjaśnień należnych.

Wczoraj spaliłem wszystkie swoje duchowe notatki, jakie prowadziłem od lat seminaryjnych. Poszły z dymem! Pan Bóg przez Kościół Katolicki dzisiaj i jutro poda kapłanowi katolickiemu wszystko to, co do zbawienia duszy i do służby kapłańskiej potrzebne.
Są notatki prywatne. Są publikacje publicznie dostępne – słowo głoszone, książki i materiały publikowane w internecie. Z pewnej perspektywy mogę już powiedzieć: jeśli dzięki łasce Bożej, treści publikowane z biegiem czasu krystalizują się w naukę jednoznacznie katolicką – im bliżej dnia dzisiejszego, tym publikacje bezpieczniejsze dla Czytelników.
I dopowiem: już teraz niektórych autorów bym nie cytował, już teraz niektóre kwestie ująłbym bardziej wyraziście po katolicku.
Zdiagnozowanie błędów i odkształceń depozytu wiary, w które się bez złej woli popadło, może wymagać czasu. I pewnie należałoby – podobnie jak papier rzucony w piec – ocenzurować bądź usunąć z wydanych książek i z przestrzeni internetu to wszystko, co publikowałem przez lata, a co w najmniejszym stopniu uchybiałoby katolickiemu depozytowi wiary. Niegodne uwagi!
Na dzisiaj powiem tylko tyle: z biegiem lat materiały publikowane są coraz bardziej przejrzyście i jednoznacznie katolickie, a zatem bezpieczne dla Czytelników z punktu widzenia doktrynalnego i duchowego.
Kapłan katolicki jest osobą publiczną. Nie ma zatem powodu, aby – skoro publikuje od lat – nie podać Czytelnikom wyjaśnienia, które im się należy.
Wypada przypomnieć kwestie elementarne: w sprawach wiary prywatne opinijki nie mają żadnego znaczenia. Prawda jest nam dana w Objawieniu Bożym. Źródłami Objawienia są Pismo Święte i Tradycja – rozumiana tak, jak ją przez wieki rozumiał Kościół Katolicki.

Biblioteka ’58 otwarta całą dobę przez wszystkie dni tygodnia.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus

Internautom ku rozwadze

I coraz bardziej trzeba uważać na różne strony, portale, blogi – deklarujące hasłowo przywiązanie do katolicyzmu i do Tradycji.
Weryfikują się nimby tych czy innych osób spopularyzowanych, nagłaśnianych i linkowanych. Autorytety internetowe. Ujawniają się zamysły serc.
Należy pytać: Kto pisze? Co pisze? Po co pisze? Przez kogo jest finansowany?

Jest problem anonimowości.
I jest problem obecności i aktywności osób i środowisk zarządzających percepcją.
Nie wystarczy, że w internecie zaświeci się nam etykietka „wiara katolicka” czy „Tradycja”.
I trzeba pytać coraz częściej i rozumnie: Co linkuję?
Jedynym pewnym, wiarygodnym i niezawodnym odniesieniem źródłowym jest Biblioteka ’58. Nieomylna odwieczna nauka katolicka – niekoniunkturalna, Boża i prawdziwa.
Rzymski katolik kształci się chętnie. I bazuje na źródłach pewnych. Wiarygodnych.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus

Na litość, to nie jest hobbystyczna zabawa!

praedica verbum, insta opportune, importune
„…głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę” (2 Tm 4, 2).

„Ksiądz sobie tam pisze”. Otóż, pytanie poważne, godne rzymskiego katolika posługującego się rozumem, jest takie: Czy to, co ksiądz pisze, pozostaje w zgodności z Objawieniem Bożym zawartym w Piśmie Świętym i Tradycji?
Jeżeli jest zgodne, czytam regularnie, codziennie. Jeżeli nie jest zgodne, nie zaprzątam sobie tym głowy. Wszystko.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus

Aktualia (1)

Wobec danych okoliczności ujawniają się tajniki serc. I niekiedy spostrzeżenia bywają smutne.
Czyżby okoliczności usprawiedliwiały ujawnione dzisiaj żenujące braki zachowania reguł grzeczności i dobrego wychowania, jakie zaprezentowali niektórzy uchodzący za tradycjonalistów świeccy i duchowni młodzi stażem? Łatwość wydawania ocen apodyktycznych zalatuje zdumiewająco ubogim człowieczeństwem.
Przestrzeń internetu rozzuchwala osoby łatwiej dyspensujące się od odpowiedzialności za słowo publikowane.
Czasem warto postawić sobie pytanie uczciwe: Czy mam tytuł do wypowiadania się publicznie i apodyktycznie w danej kwestii?
Och, doprawdy, milczenie bywa złotem.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus

Roztropność w publikacjach niezbędna

Rzymski katolik rozumie, że jest niestosowne cytowanie niemoralności wszelakiej świata – werbalnie i wizualnie. A ci, którzy chcą przykładać lupę do wszelkich brudów świata i pokazywać je jawnie, publicznie i dosłownie, niech sobie dadzą na wstrzymanie.
Istnieje problem dosłowności gorszącej. Rzymski katolik zważy roztropnie, co publikować i kiedy. I pod szczytnymi hasłami prawdy można gorszyć i zło nagłaśniać destrukcyjnie. Uważajmy.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus

Jest jakiś stopień katolickiej roztropnej powściągliwości w słowie

Estote itaque prudentes et vigilate in oratiónibus.
„Bądźcie więc roztropni i trzeźwi, abyście się mogli modlić” (1 P 4, 7).

Zawsze, a szczególnie w czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła, trzeba bardzo zważać na to, co się publikuje, dla kogo się publikuje i po co się publikuje. Trzeba zatem roztropnie wziąć pod uwagę: treść (meritum), odbiorcę oraz cel publikacji.
Tak się czasem mówi, nieco humorystycznie: „w dobie internetu”. Otóż właśnie, w dobie internetu zauważyć można taką ekshibicjonistyczną tendencję: Wywalać wszystko na stół i o! Masz! Wszystkie tematy, wątki, opinie – bez względu na stosowność, możliwe skutki, kompetencje publikujących i odbiorców. Byle coś napisać. Byle pisać.
Jeszcze z lat młodości (dalekie lata osiemdziesiąte) piszący te słowa pamięta, że podczas studiów w wyższym seminarium duchownym z ust wykładowcy roztropnego padł postulat metodologiczny elementarny: distinguere – rozróżniać. Dotyczył on w tym przypadku jednej szczegółowej kwestii, mianowicie roztropnego rozróżniania tematyki, która w sposób uprawniony może być poruszana w auli uniwersyteckiej, w gronie specjalistycznym, od tematyki, która w sposób należny powinna być prezentowana z ambony. W pierwszym przypadku chodzi o wnikliwość intelektualną, rozpatrywanie subtelnych kwestii i kontrowersji, podejmowanie i analizowanie zagadnień trudnych. Z dawien dawna Kościół w swej roztropności pewien zakres zagadnień rezerwował tylko dla duchowieństwa (wykłady, podręczniki). W drugim przypadku chodzi o podawanie z ambony treści pewnych, katolickich, budujących wiarę. Na ambonę nie wynosi się wątpliwości, lecz prawdy wiary – pewne, katolickie. Takie elementarne rozróżnienie stanowi intelektualne wyposażenie katolickiego duszpasterza dojrzałego – posiadającego stopnie czy tytuły naukowe, bądź tychże nie posiadającego.
Jeśli takiej dojrzałości zabraknie, może dochodzić do sytuacji groteskowych bądź szkodliwych dla spokoju dusz katolickich, kiedy na ambonę lub szerzej – w sferę publiczną i medialną – wynosi się jakieś szczegółowe i kontrowersyjne kwestie, i oszałamiające, nigdy w Kościele nie słyszane idee, które należałoby raczej analizować w uniwersyteckiej auli, w gronie specjalistycznym. Wtedy, zamiast budować dusze katolickie, podając im pewną naukę katolicką ku umocnieniu ich wiary, burzy się ich wiarę i wprowadza niepotrzebne zamieszanie, kieruje się ich myśli w stronę zbędnych kontrowersji. I dzieje się tak, jak to dosadnie napisał św. Paweł o siewcach nowinek: „wywracają wiarę niektórych” (2 Tm 2, 18). Jakaż odpowiedzialność przed Bogiem!
Zwłaszcza w aktualnych czasach powszechnego zamętu w sprawach wiary, trzeba się dziesięć razy zastanowić, zanim opublikuje się jakieś znowu nowe i oczywiście fascynujące, i jak najbardziej odkrywcze idee i pomysły. Litości!
Nachalny szum internetowy może w nas wytwarzać złudne wrażenie, że wszyscy są specjalistami od teologii katolickiej. Otóż, nie są. Nie wszyscy kończyli studia teologiczne. Nie wszyscy są kompetentnymi teologami. Nie wszyscy powinni zabierać głos publicznie na tematy wiary. Jest jakiś stopień kompetencji, dyskrecji i umiaru, i jest jakiś stopień odpowiedzialności za słowo drukowane, wypowiadane, publikowane.
Nie wszyscy mają obowiązek studiować specjalistyczne kwestie teologiczne. Nie wszyscy mają obowiązek kończyć studia teologiczne. Zdaje się, że w historii Kościoła nie brakuje światłych dusz katolickich, które bez wysokich studiów prowadziły życie święte a prawdy wiary przyjęte z katolickiego katechizmu przyjmowały wiarą i rozumiały umysłem bardziej czystym i prostolinijnym niż niejeden wysoko kształcony. W sprawach wiary i świętości mit powszechnej konieczności wysokiego wykształcenia upada! Dobrze wypełnić obowiązki stanu – oto droga świętości pewna. Piszemy to, mając na uwadze różnorodność stanów w Kościele i różnorodność zdolności i kompetencji intelektualnych.
Nawet jeśli daną kwestię przedstawia osoba kompetentna czy wprost upoważniona przez Kościół, zabierając głos na tematy wiary, powinna to czynić roztropnie i z subtelnością, starannie oświetlając i doświetlając przedstawianą kwestię mądrością zaczerpniętą z Objawienia Bożego zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji, a nie zlepkiem skojarzeń własnych, będących niejednokrotnie rezonansem nachalnego i powszechnie produkowanego modernistycznego szumu terminologicznego.
Jest fakt pocieszający, który warto zauważyć. Zdarza się, że ten czy ów teolog zapędzi się i – nie biorąc pod uwagę różnego stopnia przygotowania potencjalnych czytelników – nieroztropnie wyłuszcza na tym czy innym ogólnodostępnym forum jakieś specjalistyczne czy kontrowersyjne szczegółowe wątki, które w umysłach katolików mogą zasiać niepotrzebne wątpliwości, zamęt, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do utraty wiary. Nieroztropność to wielka. Pozytywne jest to, że w niejednym takim przypadku ludzie świeccy potrafią zareagować jak przystało na katolików dojrzałych, napominając takich atrakcyjnie progresywnych teologów do umiaru i roztropności w publikowanych treściach.
Wszystkim nam dobrze zrobi cierpliwe studium Bożej nauki pewnej, tej, której Kościół niezmiennie i nieomylnie nauczał przez dwa tysiące lat. Katolickie katechizmy z naszej Biblioteki ’58!
Św. Paweł, roztropny Apostoł, pisze do młodych biskupów, Tytusa i Tymoteusza, dając im rady roztropnościowe: „Ty zaś głoś to, co jest zgodne ze zdrową nauką” (Tt 2, 12). „Unikaj natomiast głupich i niedouczonych dociekań, wiedząc, że rodzą one kłótnie. A sługa Pana nie powinien się wdawać w kłótnie, ale ma być łagodnym względem wszystkich, skorym do nauczania, zrównoważonym. Powinien z łagodnością pouczać wrogo usposobionych, bo może Bóg da im kiedyś nawrócenie do poznania prawdy” (2 Tm 2, 24-25).
Osobom świeckim nie jest konieczne do zbawienia zajmowanie się wszystkimi na świecie kwestiami teologicznymi. Osobom świeckim nie jest konieczne do zbawienia internetowe religijne gadulstwo i wdawanie się w specjalistyczne religijne polemiki wszelakie.
Bądźmy roztropni i zważajmy także na to, komu dajemy posłuch. Wysyp świeckich i anonimowych głosów i internetowych autorytetów – samozwańczych lub reklamowanych (przez kogo? w jakim celu?) – wymaga szczególnej czujności oraz katolickiej, rozumnej rezerwy.
I zważajmy także na to, co czytamy. Umysł ludzki nie ma nieograniczonej odporności na fałsz. Umysł ludzki może się fałszem zarazić. Zakazić.
Pewnym źródłem prawdy jest Objawienie Boże zawarte w Piśmie Świętym i Tradycji, którego Urząd Nauczycielski Kościoła przez wieki nieomylnie nauczał. Tu szukajmy prawdy. A znajdziemy.
A kwestie wysoce specjalistyczne zostawmy teologom do ich debat w uniwersyteckich aulach. Podejmą je, jeśli podjąć je będą chcieli.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus

Sine verecundia nihil est rectum, nihil honestum – Bez skromności nie ma nic prawego, nic szlachetnego.

Fatimska_im248_437490025b767

„O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym, ani o tym, co haniebne, ani o niedorzecznym gadaniu lub nieprzyzwoitych żartach, bo to wszystko jest niestosowne. Raczej winno być wdzięczne usposobienie. O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty, ani chciwiec – to jest bałwochwalca – nie ma dziedzictwa w królestwie Chrystusa i Boga. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te grzechy nadchodzi gniew Boży na buntowników. Nie miejcie więc z nimi nic wspólnego!” (Ef 5, 3-7).

Rudimenta* katolickich obyczajów. Rzymski katolik rozumie wysokie – zaszczytne i nobilitujące – wymagania cnoty czystości. Rzymski katolik stara się prowadzić życie czyste.
„Cały zaś świat leży w mocy Złego” (1 J 5, 19) – oto Boża diagnoza rozpowszechnionego grzechu. Prawdziwa.
Droga do odzyskania katolickiego myślenia jest jeszcze daleka.
Droga do odzyskania katolickich obyczajów jest jeszcze daleka.
Temu, kto ukochał zdradę, trudno jest zrozumieć wymogi wierności. Jest jakiś opór w głowie. Jest przyzwyczajenie woli.
Z kim przestajesz, takim się stajesz. Tak być nie musi. Tak jednak bywa. Co czytam, na co patrzę – to ma na mnie wpływ. Są ludzie, którzy lubią przestawać z dobrem – z dobrymi treściami, z dobrymi obrazami, z prawdą i pięknem. Są rzymscy katolicy, którzy mają w głowie pewną deformację: już sobie zaakceptowali, że nie ma nic zdrożnego w opublikowaniu od czasu do czasu wulgarnego słowa, jakichś treści z nieczystym podtekstem, czy nieprzyzwoitych obrazów. Oni to już sobie zaakceptowali. Nawet im to pochlebia. To jest deformacja głowy. Można to leczyć. Oczywiście. Należy.
Diabeł nas ciągnie do piekła, a my, zamiast stawić mu zdecydowany opór, jak bezmyślne barany dajemy mu się ciągnąć do piekła i innych swoją nieczystością do piekła ciągniemy.
Co mądrego mielibyśmy do powiedzenia Panu Bogu, gdybyśmy dzisiaj nagłą śmiercią umarli?
Rzymskiemu katolikowi nie wolno publikować wulgarnych słów.
Rzymskiemu katolikowi nie wolno publikować dwuznacznych treści.
Rzymskiemu katolikowi nie wolno publikować nieprzyzwoitych obrazów.
Publikując jedno wulgarne słowo – gorszysz innych.
Publikując dwuznaczne treści – gorszysz innych.
Publikując nieprzyzwoite obrazy – gorszysz innych.
Publikując materiały na granicy skromności – narażasz innych na zgorszenie.
Nieczystość przezwyciężamy codziennym cierpliwym staraniem o zachowanie cnoty czystości.
Istnieje także święty obowiązek naprawienia wyrządzonego zła. Nawet najbardziej szczera i pokorna spowiedź nie wystarczy. Trzeba zło naprawić. Trzeba dokonać GRUNTOWNEGO PRZEGLĄDU WSZYSTKICH MOICH PUBLIKACJI – treści, obrazów i linków – i USUNĄĆ WSZYSTKO to, co uchybia cnocie czystości i skromności. Trzeba to zrobić dzisiaj. Nie zwlekać.
Jakież to wysoko patriotyczne dyskursy chcemy prowadzić, jeśli bijemy potulne pokłony przed dobrze zarabiającym bożkiem nieczystości?
Jakież to wysoko religijne dyskursy chcemy prowadzić, jeśli bijemy potulne pokłony przed dobrze zarabiającym bożkiem nieczystości?
Nie jest to temat sezonowy. Kwestia jest do podjęcia codziennie. Kwestia wysokich – zaszczytnych i nobilitujących – wymogów cnoty czystości. Albowiem Sine verecundia nihil est rectum, nihil honestum – Bez skromności nie ma nic prawego, nic szlachetnego.
Trzeźwość umysłu idzie w przyjaznej parze z cnotą czystości.
„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5, 8).


* rudimenta – kwestie elementarne, podstawowe.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus