Jeszcze o terminologii

Kwestia terminologii nie jest zagadnieniem marginalnym. Zmiana języka nie pozostaje bez związku z wiarą.
Nasze odniesienie do Pana Boga Kościół Katolicki od wieków określa istotowo: wiara, nadzieja, miłość. Zawartość merytoryczna tych pojęć łączy aspekt doktrynalny i duchowy. Zawiera się tu rozumowe uznanie i przyjęcie całego depozytu wiary a równocześnie właściwe odniesienie duchowe (zakładające m.in. timor reverentialis – wszak z Panem Bogiem mamy do czynienia, nie z kolegą).
Do Kościoła Katolickiego od kilkudziesięciu lat wciska się nowa terminologia. Na przykład „relacja z Jezusem” – określenie o zabarwieniu protestancko-psychologiczno-emocjonalnym, nierzadko z pominięciem aspektu doktrynalnego. Czczy fideizm blisko. I niebezpieczeństwo fraternizowania się niestosownego nieodległe. Zjawisko powiązane z powszechną ignorancją religijną (wielu już nie potrafi rozróżnić poprawnej doktryny katolickiej od poglądów heretyckich), z rozpowszechnioną nonszalancją wobec Najświętszego Sakramentu oraz z coraz nachalniejszym nurtem tańcującym.
O jakiejże to „pięknej relacji z Jezusem” można mówić w przypadku pomijania lub lekceważenia katolickiego depozytu wiary (m.in. doktryna w całej integralności, w każdym detalu)? Może coś nam tu powiedzą korzenie producentów filozofii dialogu i twarzy…
Kościół Katolicki, jak dobra matka, uczy swoje dzieci poprawnego odniesienia do Pana Boga. Zachowajmy odwieczną terminologię – wiary, nadziei i miłości – abyśmy w czasach zamętu i ignorancji nie pobłądzili w wierze, wiarę katolicką zachowali w całej jej integralności i tak zbawili duszę swoją. Amen.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus