„Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1 Kor 9, 16).
W czasach zamętu powszechnego są duchowni, którzy głoszą ortodoksyjne katolickie słowo prawdy. Roztropne nagłaśnianie ich wypowiedzi może przyczynić się do pożytku i zbawienia niejednej duszy. Nie ma potrzeby wynoszenia tych duchownych pod niebiosy, bo przecież spełniają oni ni mniej, ni więcej tylko swój obowiązek. Natomiast człowiek rozumny postawi pytanie: W jakim celu dezawuuje się tych duchownych i ich drogocenną służbę prawdzie?
„Niech więc krzyż nie będzie radością dla ciebie jedynie w chwilach pokoju. Zaufaj mu również w chwilach prześladowań. Nie chciej być przyjacielem Jezusa jedynie w czasie pokoju, a wrogiem w chwilach walki. Oto teraz otrzymujesz odpuszczenie grzechów oraz duchowe, wspaniałe dary twego Króla; gdy więc rozpocznie się wojna, walcz dzielnie dla swego Króla” (Św. Cyryl Jerozolimski, Katecheza 13).
W Dekrecie o tym, co należy zachować, a czego unikać podczas odprawiania Mszy Świętej, Sobór Trydencki naucza:
„Z jak wielką troską powinno się sprawować Najświętszą Ofiarę Mszy, z wszelką czcią religijną i uszanowaniem, można najłatwiej stwierdzić, gdy się pomyśli, że w Piśmie Świętym ten, kto niedbale sprawuje dzieło Boże, zwany jest przeklętym. Skoro więc koniecznie stwierdzamy, że żadne inne dzieło nie może być uznane przez wiernych chrześcijan za bardziej święte i Boże, jak ta budząca lęk Tajemnica, w której owa ożywiająca Hostia, przez którą zostaliśmy pojednani z Bogiem Ojcem, jest codziennie ofiarowywana przez kapłanów na ołtarzu, to ponadto jest jasne, że należy dołożyć wszelkich starań i dokładności, aby ta Ofiara była składana z największą możliwą wewnętrzną prawością i czystością serca, a także z wyrazami zewnętrznej pobożności i szacunku”.
Kapłan, który podejmuje decyzję odprawiania wyłącznie Mszy Świętej w rycie rzymskim, w sposób znaczący i wyraźny stawia tamę trwającej od kilkudziesięciu lat rewolucji, której istotą jest demontaż katolickiego depozytu wiary.
„Nie robię nic innego ponad to, co robili wszyscy biskupi w ciągu wielu stuleci. Nie zrobiłem nic innego ponad to, co robiłem podczas trzydziestu lat mojej drogi kapłańskiej i co przyczyniło się do tego, że zostałem biskupem, delegatem apostolskim na Afrykę, co przyczyniło się do tego, że zostałem członkiem głównej komisji przygotowującej Sobór Watykański II, i wreszcie asystentem tronu papieskiego. Czego mógłbym sobie jeszcze życzyć jako dowodu na to, że Rzym był zdania, iż moja praca jest pożyteczna dla Kościoła i zbawienia dusz? Choć robię to samo co przedtem podczas trzydziestu lat i stworzyłem dzieło, które jest całkowicie takie samo jak moje wcześniejsze dzieło, oto zostaję nagle a divinis zasuspendowany, a być może wkrótce ekskomunikowany, wykluczony z Kościoła, nazwany odszczepieńcem, i nie wiem co jeszcze. Czy to naprawdę możliwe, aby to wszystko, co czyniłem w ciągu trzydziestu lat, również zasługiwało na suspensę a divinis? Uważam, że wprost przeciwnie, byłbym wówczas ekskomunikowany, gdybym kształcił swoich seminarzystów tak, jak ich się dziś kształci w nowych seminariach. Gdybym wówczas nauczał katechizmu, którego dziś uczy się w szkołach, nazwano by mnie heretykiem. I gdybym wówczas w taki sposób odprawiał Mszę Świętą, jak się ją dziś odprawia, byłbym podejrzany o herezję i wykluczono by mnie z Kościoła. A więc nic z tego nie rozumiem. Faktem jest, że coś się w Kościele zmieniło” (Abp Marcel Lefebvre, Kazanie wygłoszone 29 sierpnia 1976 roku w Lille podczas uroczystej Mszy Świętej w hali pałacu Międzynarodowych Targów do 11.000 wiernych, w: Kazania abpa Marcela Lefebvre, Te Deum, Warszawa 1999, s. 57).
Problem jest dość powszechny, także w tak zwanych „środowiskach tradycjonalistycznych”. Diabeł w wielu duszach skutecznie wygasił zainteresowanie Sakramentem Pokuty. Désintéressement – brak zainteresowania. Jest też pewna liczba dusz, którym jest wszystko jedno, u kogo się spowiadają. Biorąc pod uwagę obiektywną sytuację zamętu powszechnego, jest to nieroztropne. Dusza katolicka, która poważnie myśli o swoim zbawieniu, regularnie spowiada się u kapłana nieskazitelnej katolickiej ortodoksji, nawet jeśli trzeba dojechać 100 kilometrów. Troska o zbawienie duszy jest najważniejsza ze wszystkich najważniejszych spraw na świecie.
Różne wiadomości publikuje się o różnych osobach. Fakt opublikowania nie przesądza o prawdziwości tego, co opublikowano. Można publikować prawdę. Można publikować kłamstwo. Jest problem dotyczący jakiejś części opinii publicznej: pewna liczba osób wierzy we wszystko, co jest opublikowane, tylko dlatego, że jest opublikowane. Nie pytają o to, czy to, co opublikowano jest prawdą.
Grzechem jest publikować kłamstwa. I grzechem jest wierzyć kłamstwu. Jest kwestia ”domniemania niewinności”. Kodeks postępowania karnego (Dz. U. 1997 Nr 89 poz. 555, Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r.) stanowi:
Art. 5. § 1. Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem. § 2. Niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.
Zasada domniemania niewinności sięga swymi korzeniami prawa rzymskiego. Oprócz kontekstów prawnych, dobrze jest mieć ją na uwadze w najzwyklejszych okolicznościach codziennych. Zwłaszcza przy korzystaniu z mediów wszelakich.
„Nie oskarżaj, zanim dokładnie nie zbadasz” (Syr 11, 7).
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.