O poprawności w piśmie słów kilka

Sposób traktowania naszych bliźnich ujawnia się także w piśmie. Wbrew mutującym standardom związanym z szerokim wtargnięciem w dziedzinę relacji międzyludzkich komunikatorów elektronicznych, w których czynnikiem dominującym jest szybkość i sprawność komunikacji, dla rzymskiego katolika postulat uszanowania rozmówcy w piśmie jest oczywisty i praktykowany przezeń stale.
Te czy inne osoby dają takie dobre rady, żeby się tak bardzo nie upierać przy pewnych regułach, na przykład ortografii grzecznościowej. Z tych rad nie skorzystam.

Kilka uszczegółowień. Pisze się tu i tam wszystko małymi literami, czasem bez znaków interpunkcyjnych. Coraz częściej spotyka się takie dziwolągi (wysoce niestosowne), jak pan Jezus, pan Bóg – wbrew tradycyjnej pisowni, która każe pisać dużą literą: Pan Jezus, Pan Bóg (n.b. w określeniu „Pan Bóg” akcent w wymowie pada na słowo Pan).
Niestosowne jest tytułowanie kapłana na przemian per ksiądz i per pan. Podobnie niestosowne jest tytułowanie rozmówcy na przemian dużą i małą literą.
Wielką niestosownością jest zniekształcanie nazwisk, imion czy pseudonimów.
O stosowaniu wulgaryzmów nawet nie wspominamy. Rzymski katolik ich nie używa. To oczywiste.

Wyrazem szacunku dla rozmówcy będzie dokładne sprawdzenie swego komunikatu przed jego wysłaniem czy opublikowaniem. W niektórych sytuacjach, przy popełnionych błędach, rozwiązaniem będzie skorzystanie z możliwości powtórnego wyedytowania tekstu. I istnieje także w języku polskim słowo przepraszam, którego – gdy jest po temu powód – człowiek dobrze wychowany chętnie używa.
Tylko zwracamy uwagę na problem, który dla rzymskiego katolika powinien być oczywisty. Sposób traktowania naszych bliźnich ujawnia się także w piśmie. Dla rzymskiego katolika postulat uszanowania rozmówcy w piśmie jest oczywisty i praktykowany przezeń stale. I chętnie!

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus