Równouprawnienie, które nie od Boga jest

Atténdite a falsis prophétis,
qui véniunt ad vos in vestiméntis ovium,
intrínsecus autem sunt lupi rapáces
.
„Strzeżcie się fałszywych proroków,
którzy przychodzą do was w owczej skórze,
a wewnątrz są drapieżnymi wilkami” (Mt 7, 15).

I któż byłby tak bezczelny wobec Pana Boga, by domagać się prawa do grzechu i do błędu? A jednak „nie wszyscy mają wiarę” (2 Tes 3, 2). Postulaty więc różne mnożą się swobodnie. Prywatnie i w gremiach ustrukturyzowanych.
Dawać równouprawnienie prawdzie i fałszowi.
Dawać równouprawnienie dobru i złu.
Dawać równouprawnienie wierze objawionej, wierze katolickiej, jedynej prawdziwej wierze, jedynej wierze dającej zbawienie duszy (o ile się jeszcze w ogóle wierzy w jej Boskie pochodzenie), i innym religiom ludzkiego pomysłu.
Dawać równouprawnienie prawowitej nauce katolickiej, której Kościół przez wieki niezmiennie i nieomylnie nauczał, i jej zmutowanym wersjom.
Problem jest głębszy, bo linia równouprawnienia załamuje się i procesy idą w kierunku uprzywilejowania: fałszu, zła, innych religii ludzkiego pomysłu, zmutowanych wersji katolickiej doktryny. Konsekwentnie – dyskryminuje i marginalizuje się: prawdę, dobro, katolicką wiarę i autentyczną katolicką doktrynę.
Oto postulaty zasadniczo nieartykułowane, lecz puszczone w ruch nachalnie i globalnie, i wielowarstwowo.
Rzymski katolik doskonale rozumie, że postulaty powyższe są jawną antyewangelią. Antykościół in statu fieri, co więcej – in statu agendi. Och, drodzy Państwo, bynajmniej nie od trzech lat.

– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus